W podróży bywa tak, że wydarzyć może się wiele rzeczy. Niektóre, są świetne, a niektóre już nie do
końca. W moim przypadku wyszedł mix.
W piątek przed wyjazdem, tu w Polsce, poszłam do dentysty z bólem zęba, w którym miałam już wcześniej włożone lekarstwo, moje dentystki miesiąc wcześniej stwierdziły, że może uda się uratować jeszcze ząb przed leczeniem kanałowym. Na piątkowej wizycie okazało się, że niestety trzeba ząb zatruć. Co za tym idzie dentystka przygotowała go do leczenia i zostawiła tymczasową plombę. Ze zdrętwiałą buzią po znieczuleniu, wróciłam do domu i nie ukrywam, że w nerwach pakowałam ostatnie rzeczy do mojego różowego plecaka.
Następnego dnia w sobotę wyruszyliśmy na lotnisko, czułam że ząb z tył ma nierówną powierzchnię, ale szczerze powiedziawszy, pomyślałam, że pękło mi szkliwo i nie jest to nic poważnego, myliłam się… Wszystko szło super lot, podróż z lotniska do znajomych, późna kolacja w świetnym towarzystwie… Do czasu aż nie umyłam zębów wieczorem, a kawałek tego przygotowanego do leczenia wpadł do umywalki. Kilka minut wcześniej rozmawiałam nawet o tym z Kate – przyjaciółką z Czarnogóry. Narzekałam, że boli mnie ząb, że trzeba go leczyć kanałowo, że mam nadzieję, że nic się nie wydarzy podczas wakacji i dopiero jak wrócę odwiedzę dentystę, jak widać gdzieś w duszy czułam, że jednak coś może pójść nie tak. Położyłam się spać z uchrupniętym zębem, a następnego dnia prosiłam ją o umówienie wizyty u dentysty. Pech chciał, że była to niedziela, więc musiałam poczekać do poniedziałku. Na szczęście dentysta okazał się dobrym znajomym moich przyjaciół i udało mu się mnie wcisnąć na poniedziałkowe popołudnie.
Pojechaliśmy więc jeszcze do Trebinje (BiH) – dodatkowy artykuł o tym mieście pojawi się niedługo – poszliśmy nad morze się wykąpać i wybiła godzina zero. Z przerażeniem wsiadłam do samochodu, nie wiedząc czego się spodziewać. Mimo zapewnień znajomego, że to naprawdę dobry dentysta, któremu można ufać, gdzieś w środku czułam niepokój. Z resztą sami wiecie jak to jest z dentystami chyba każdy się ich boi.
Dojechaliśmy w dobrze nam znane miejsce, weszliśmy po schodach i zobaczyliśmy tabliczkę z imieniem i nazwiskiem lekarza. Drzwi były otwarte a w środku siedziały dzieci, które czekały na swoją wizytę, żadne z nich nie było przestraszone tylko ja, w obcym kraju, u obcego dentysty, dobrze że przynajmniej język umiem to nie było problemu z dogadaniem się. 10 minut później siedziałam już na fotelu i wiedziałam, że cała akcja trochę potrwa. Nakreśliłam dentyście co wydarzyło się przed przyjazdem, powiedziałam też, że czekam na leczenie kanałowe. Jak stwierdził: „Spoko zrobimy tak żebyś miała udane wakacje i żebyś nie musiała się tym przejmować”, szybko się zgodziłam, wiecie na wakacjach człowiek marzy tylko o spokoju i o czerpaniu z nich radości.
Sam dentysta to młody, około 30 letni facet z całkiem niezłym poczuciem humoru, więc wizyta też była dość komiczna. Pewnie wiecie jak to jest kiedy siedzicie na fotelu, z otwartą buzią, a dentysta zadaje wam pytania, no to tak też było w moim przypadku. Ljubo bo tak miał na imię pytał mnie o różne rzeczy w tym najbardziej odpowiednim momencie: Co lubisz najbardziej jeść w Czarnogórze?, Na jak długo przyjechałaś? Jak masz na imię?. Myślę sobie SERIO!? Teraz mnie o to pytasz?, a on jakby czytał w myślach bo po chwili zaczął się śmiać i wtedy chyba zrozumiał, że jest mi trochę nie na rękę mówić z pełną wacików i sprzętu buzią.
Muszę przyznać, że jego podejście różniło się znacznie od podejścia polskich dentystów. Gabinet urządzony był bardzo nowocześnie, a widok z okien zapierał dech w piersiach – w oddali wiła się górska trasa, po której co jakiś czas przejeżdżały samochody i autobusy. Mimo strachu okazało się, że dentysta nie jest tak straszny jak go malują😊
Dentyści w Czarnogórze są naprawdę dobrzy. Często z opowieści słyszałam, że ludzie z innych państw przyjeżdżają leczyć tam zęby ponieważ po pierwsze lekarze są bardzo dobrze wykfalifikowani, a po drugie o wiele tańsi – ja się z tymi rzeczami zgadzam.
Na końcu wizyty dostałam wszystkie potrzebne wskazówki, uścisk dłoni prezesa oraz opis wizyty. Ząb był naprawiony i mogłam ze spokojem ducha zacząć odpoczywać. Trzeba przyznać, że to całkiem zabawna historia, ale najadłam się strachu. Pisząc tego posta uśmiecham się do komputera i wspominam kilka ostatnich dni w pięknej Czarnogórze. Niedługo pojawią się kolejne bałkańskie historie!
No Responses